0%
Opowieść o naturalnie dojrzałym smaku,
potrzebuje chwili by dojrzeć.
< Wróć do listy wpisów

Prezes – triathlonista po godzinach

13.09.2018

Pew­nie gdyby mógł, jeździłby z domu do pracy rowe­rem. Nie­stety to nie­moż­liwe. Jego dom jest w War­sza­wie i tam spę­dza week­endy. Na początku tygo­dnia wsiada do auta, by do­je­chać do leżą­cego nie­da­leko Kali­sza Goli­szewa. Poznaj­cie Dariu­sza Zie­liń­skiego – Pre­zesa Zarządu naszej firmy.

 

 

 

Niedawno pochwaliłeś się na facebooku swoim udziałem w zawodach XTERRA Poland. Czy możesz powiedzieć na czym one polegają?

Triathlon, dyscyplina, którą od jakiegoś czasu uprawiam, ma dwie podstawowe odmiany. Klasyczną, gdzie oprócz pływania, jest rower do jazdy na czas i bieg po równej nawierzchni oraz crossową – tam zawodnicy jeżdżą w terenie rowerami górskimi. Biegnie się również po bardziej pagórkowatej trasie. Pływanie jest takie samo, bo pod górkę pływać się nie da:). XTERRA Poland to właśnie zawody cross triathlonowe z dystansami 1,5 km pływania, 36 km jazdy rowerem MTB i 10 km biegu. Zawody odbywają się w krakowskim Zakrzówku. W tym roku po raz pierwszy sprawiłem sobie tą przyjemność, by wziąć w nich udział, bo kolarstwo górskie uprawiam już od dawna i sprawia mi ono ogromną frajdę.

 

 

Czyli crosstriathlon jest chyba większym i bardziej niebezpiecznym wyzwaniem niż triathlon klasyczny?

Potencjalnie dużo łatwiej zrobić sobie krzywdę na rowerze, jadąc po górzystym terenie niż po płaskim. Ale ja uważam, że jest to ciekawsze.

 

 

 

Jak w ogóle się zaczęła Twoja przygoda z tym sportem?

Właściwie zawdzięczam to Ceko i “Serom z Goliszewa”!:) Jak już powiedziałem rower zawsze był obecny w moim życiu. Gdy tylko mogłem sobie na to pozwolić, jeździłem dużo po górach. Od 2014 roku od kiedy przyjąłem tę posadę, pół tygodnia spędzam w Goliszewie, pół w Warszawie. Na początku zastanawiałem się, jak zagospodarować sobie ten czas wolny tu, bez rodziny. Nasza firma mieści się w rejonie mało górzystym, raczej płaskim jak stół:). Więc wpadłem na pomysł, że zacznę biegać. A potem jeden z moich kolegów, który miał wcześniej do czynienia z triathlonem zasugerował mi, że skoro już biegam, a na rowerze jeżdżę od zawsze, to może bym spróbował wystartować w takich zawodach dla amatorów – biegu ⅛ Ironman (475 m pływania, 22,5 km – roweru i 5,275 biegu) w Nieporęcie koło Warszawy. I tak to się zaczęło.

 

 

Co daje Ci uprawianie tego sportu?

Jak każda dyscyplina wytrzymałościowa, triathlon uczy przede wszystkim systematyczności. Nie jest to sport, który można trenować z doskoku. Chociaż oczywiście złośliwi twierdzą, że triathlonista to jest taka osoba, która żadnej z tych trzech dyscyplin – pływania, jazdy rowerem i biegania – nie uprawia dobrze. Ale z drugiej strony wymaga to umiejętności zarządzania czasem, cierpliwości, a także umiejętności rezygnowania czasem z rzeczy, które kolidują z treningiem. Sezon trwa kilka miesięcy, a trzeba trenować cały rok. Dla mnie jest to też sposób na to, by zmusić się do wysiłku na świeżym powietrzu i zrobić coś dla zdrowia, nawet jeśli czasami mi się najzwyczajniej nie chce.

 

 

 

Jak długo trzeba się przygotowywać, żeby wziąć udział w takich zawodach?

Mnie się wydawało, że jak mam kategorię amatorską to sobie trochę pobiegam, trochę popływam i pojeżdżę na rowerze, i to wystarczy. Jednak kiedy w zeszłym roku postanowiłem skorzystać z pomocy trenera, okazało się, że moje podejście było bardzo amatorskie:). Jak zobaczyłem swój pierwszy plan treningowy, chciałem zadzwonić do mojej trenerki i zapytać się czy przypadkiem się nie pomyliła, bo ja nie zamierzam startować w olimpiadzie!:).

 

 

Co Cię tak przeraziło?

Okazało się, że żeby osiągnąć jakiekolwiek wyniki trzeba trenować minimum 10 godzin tygodniowo. Ogólnie to wygląda tak: 3 razy w tygodniu basen, trzy razy w tygodniu bieganie, trzy razy w tygodniu rower. Jak wiadomo tydzień ma dni tylko siedem, więc robi się tak naprawdę drugi etat. I to w przypadku startów na dystansach krótszych, na tych dłuższych trzeba trenować jeszcze więcej! Na życie towarzyskie nie ma właściwie czasu.

 

 

Jeździsz na rowerze codziennie?

Niestety nie, muszę też biegać i pływać. Gdybym był rentierem, być może mógłbym to rozłożyć sobie inaczej, ale muszę mieć jeszcze czas na pracę.

 

 

 

Które zawody są dla Ciebie szczególnie wymagające?

Prawda jest taka, że przy sporcie, takim jak triathlon składającym się z 3 dyscyplin zawsze może coś pójść nie tak. Bywa, że jak świetnie idzie pływanie, to się coś nie uda na rowerze, można np. złapać gumę albo wiatr będzie zbyt silny. Może się też wydarzyć, że po rewelacyjnym pływaniu i rowerze, będzie fatalny bieg. Okaże się np., że popełniło się jakiś błąd w odżywianiu i człowiek staje, bo brakuje mu energii. Dieta to tak naprawdę czwarta dyscyplina w triathlonie.

 

 

Masz kogoś, kto Cię wspiera w prawidłowym odżywianiu?

Korzystałem z pomocy dietetyka. I rzeczywiście to bardzo dużo mi pomogło. Trenerzy mawiają “kilogramy nie biegają”, żeby mieć jakieś wyniki w tej dyscyplinie i nie męczyć się zbytnio przy bieganiu, warto te kilogramy zrzucić.

 

 

Cały czas jesteś na specjalnej diecie?

Tak. Nauczyłem się już tego i teraz sam sobie przygotowuję posiłki.

 

 

A czy był taki moment podczas zawodów, kiedy pomyślałeś “nie dam rady”?

To mi się najczęściej zdarza przy bieganiu. Nie jest to kwestia trasy, tylko np. warunków – biega się źle, jak jest bardzo gorąco, a gdy dodatkowo jest to ostatnia dyscyplina zawodów, to dochodzi jeszcze zmęczenie spowodowane bieganiem i jazdą na rowerze. Przekonałem się, że to prawda, że w bieganiu najwięcej znaczy głowa. Często to właśnie ona zmusza nogi do tego, by dalej się poruszały.

 

 

 

Do jakich zawodów przygotowujesz się obecnie?

W tym roku mam takie wrażenie, że non-stop się do czegoś przygotowuję:). Sezon się powoli kończy. Przede mną zawody w Chęcinach, a za tydzień w Strykowie, obydwa z dystansem ¼ Ironman (950 m / 45 km / 10,55 km). I na tym się sezon w Polsce kończy. W zeszłym roku w Strykowie w połowie września woda miała zaledwie 12 stopni. To już jest średnia przyjemność z taką wodą się mierzyć. Jeśli ktoś ma ochotę kontynuować starty, to niestety musi wyjeżdżać za granicę. Robi się to już dużym wyzwaniem logistycznym, na które ja ze względów rodzinnych nie mogę sobie pozwolić.

 

 

 

Jakie jest Twoje największe triathlonowe marzenie?

Pewnie wielu triathlonistów odpowiedziałoby, że start na Hawajach (słynny Ironman). Ja nie mam takich aspiracji. Chciałbym się kiedyś zmierzyć z pełnym dystansem, ale na to jeszcze przyjdzie czas…

 

 

 

Czy ta pasja Cię uszczęśliwia?

No tak! Nie robiłbym tego, gdyby to miało mi przynosić samo cierpienie. Zawody są weryfikacją treningu. Bez nich trudno byłoby się zdyscyplinować do takiej pracy. Mam świadomość tego, że stanięcie na podium jest dla mnie nieosiągalne, no chyba że za dwadzieścia lat, jak konkurencja się wykruszy…:) Jednak samo dotarcie do mety sprawia mi ogromną satysfakcję i jest dla mnie nagrodą.

 

 

 

Poznaj nasze sery